rzekłbym ,że jest lepszy i bardziej spójny niż Elizabeth , a co najważniejsze ma łatwiej przyswajalne dla mojego ucha beaty .
Tekstowo jak zwykle nie ma sie do czego przyczepić , bo Priest na tym poletku ma nieskonczony potencjał i jak dotąd nie stworzył słabego lirycznie albumu .
Różnie natomiast bywało z doborem beatów .
Co mnie momentami drażniło to jego metafizyczne wycieczki , zupelnie bezproduktywne ,a momentami nawet ciepłe .
już słucham drugi dzień, album bitowo o niebo lepszy od elizabeth...praktycznie bez słabych kawałków
http://hotfile.com/dl/569...adyrox.rar.html
haslo: upbyoui
sprawdzone źródło
Nie wolno piracić / Shadyface
_________________ your arms too short to box with god
Ostatnio zmieniony przez Shadyface Killah Czw 29 Lip, 2010, w całości zmieniany 2 razy
słuchając tego na słuchawach ciągle odkrywam nowy kawałek, którym sie jaram:
http://www.youtube.com/wa...feature=related
trzeba przyznać, że priest zaskoczył doborem gości o oryginalnych flo, to najlepszy album od wu ostatnich długich lat jak dla mnie
mówiąc krótko JARAM SIĘ!
_________________ your arms too short to box with god
Pierwsze co zaskoczyło mnie pozytywnie to flow KP. Obawiałem się, że będzie trochę przymulać, jak okazało się później, zupełnie niepotrzebnie. Priest nie jedzie cały czas na tym samym patencie, co więcej w jednym z kawałków usłyszymy go w południowej manierze.
Co do lyricsów, jak już wcześniej zauważyli chłopaky, Zabójczy Ksiądz na tym poletku wpadek raczej nie miewa. Mamy mistycznego Priest'a w Outer Body Expierience, czy Book Of Life, jest społeczny obserwator w Shadows, jak i standardowo trochę braggi. Dobre występy gościnne kolegów z The HRSMN (ja chcę nowego Rass Kass'a!), jest też kilu nołnejmów, którzy nie przeszkadzają w odsłuchu. No może poza tym 2mex, on niech spierdala.
Nie ma raczej beat'u, który by drażnił ucho. Wszystkie są na równym, dobrym poziomie. Są raczej spokojne, ale kiedy trzeba nadają pazur braggowym kawałkom. Track'iem, który wg mnie zasługuje na wyróżnienie jest A Priest Theory. Ciekawy patent na bicie, do stricte południowej perkusji dodany został sampel soulowego wokalu (przypomina mi to trochę produkcje Heatmakerz, chociaż daleko tu do bangerowości tych panów ) i Killah Priest w retrospekcji swojej kariery muzycznej.
Ogólnie album całkiem dobry, można spokojnie słuchać bez skipów. Chociaż myślę, że równy byłoby lepszym określeniem, ponieważ brakuje mu "tego czegoś", co spowodowałoby, że wykrzykne "to jest zajebiste!". Dlatego ja osobiście nie jaram się jakoś szczególnie.
PS. Wybuchłem śmiechem, gdy usłyszałem cuty/skrecze z Brolic Beka, żeby mieć takie kwiatki na albumie z 2010 roku. Dla tego, który je spłodził polecam szydełkowanie, nie turntablizm
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach